Galicyjskie "obrazki"

Wątki o dawnych strojach, obyczajach, kuchni, kulturze

Moderator: Moderatorzy


ODPOWIEDZ
Sponsor forum

AUTOR TEMATU
hniew
Posty: 22
Rejestracja: ndz cze 23, 2013 10:45 pm
Podziękował/a: 6 razy
Podziękowano: 9 razy

Galicyjskie "obrazki"

Post autor: hniew » pt paź 18, 2013 7:23 pm

Szukając danych osobowych „swoich” natrafiłem na dwa ciekawe „obrazki” z życia galicyjskiego.
Pogrzeb i ślub.
Harmonijne współżycie stanów, narodowości i obrządków.
Ech taka mała idylla.

Gazeta Lwowska - 1898, nr 15

Pogrzeb ś.p. Stanisława Polanowskiego

Sokal, 19 stycznia.
W obszernym skarbie dóbr moszkowskich, ongi własności rodziny Polanowskich na pograniczu wsi Moszków i Szmitków, na malowniczym pagórku Wśród rozległych falisto rozrzuconych pól, łąk i lasów, wznosi się skromna gr. kat. cerkiewka wiejska, tuż obok zaś kaplica o czystym stylu gotyckim, z napisem: „Cieniom Rodziny Polanowskich”. Od 400 lat Polanowscy tutaj osiedli, tutaj też składali swe prochy na cmentarzu pod cerkwią, W ostatnich dopiero latach, kiedy przyszło majątek rodowy w inne oddać ręce, ostatni właściciel Moszkowa, Stanisław Polanowski zastrzegł, by kości przodków i jego rodziny na tej ziemi nadal pozostały i w tym celu zbudował ową kaplicę, w której podziemiach wczoraj złożono jego śmiertelne szczątki.
Cereinonia pogrzebowa w pogodny słoneczny dzień zimowy, w obec niezwykle licznego zjazdu gości żałobnych, wielkiego udziału duchowieństwa obu obrządków i tłumnych zastępów ludu wiejskiego, była wprost imponującą rozmiarami jakie przybrała, nastrojem i wrażeniem jakie pozostawiła po sobie, a godną tego, któremu ta ostatnia posługa oddaną została. Ale zanim przejdziemy do właściwego opisu, musimy na wstępie niejako wspomnieć o szczególe jednym, który może najwymowniej świadczyć jaką miłością cieszył się ś.p. Stanisław Polanowski, wśród tych „maluczkich”, wśród tego ludu, którego dobro tak bardzo na sercu mu leżało. Oto zwłoki sprowadzone w nocy z poniedziałku na wtorek, koleją Lwów Sokal, z zamiarem przewiezienia przez Sokal do Moszkowa. Tymczasem na stacyi w Ostrowie, trzy mile przed Sokalem zaszedł niespodziewany epizod. Oto wśród nocy zgromadziło się kilkuset włościan z Ostrowa i okolicy, oczekujących cierpliwie od wieczora na zwłoki, i domagających się, aby je przed pogrzebem złożono bodaj na chwilę W cerkwi ostrowskiej, gdyż oni „nie puszczą tak swego pana, aby go nie pożegnać u siebie”. Mimo przedstawień ze strony rodziny, że to być nie może - włościanie z prawdziwie chłopskim uporem dobiwszy się do wagonu i grożąc zatrzymaniem pociągu, Wyjęli skrzynię z trumną i na barkach ponieśli ją wśród nocy do swej cerkwi, gdzie z rana księża miejscowi oraz ks. Jarosz obrz. łać. odprawili nabożeństwa żałobne, poczem dopiero w południe zwłoki dalej do Moszkowa przywieziono. Jest to tak piękny objaw, że zamilczeć o nim w żaden sposób niepodobna.
Właściwy obrzęd żałobny rozpoczął się wczoraj we środę od wczesnego rana nabożeństwami przy zwłokach złożonych w cerkwi na katafalku i pokrytych mnóstwem wieńców. Oprócz tych, które we Lwowie złożono, przybyło jeszcze wiele świeżych a między nimi: „Od byłych oficyalistów”, „Szpital w Sokalii - swemu założycielowi”, „Szkoła w Szmitkowie”, „Szkoła w Ostrowie”, „Floryanowie - Stanisławowi” (z Wiednia przysłany), „Towarzystwo zaliczkowe w Sokalu swemu założycielowi i b. prezesowi” it.d.
Nabożeństwa kolejno w obrz. gr. kat. i łacińskim, odprawiane przez 24 księży przeciągnęły się do południa, a po mowie żałobnej, wygłoszonej w cerkwi po polsku z kazalnicy przez ks. Wilczyńskiego, kaznodzieję z zakonu OO. Bernardynów w Krystynepolu i po odprawieniu panachidy i pokropieniu zwłok, ruszył orszak żałobny z cerkwi do kaplicy. Kondukt prowadzony przez ks. dziekana Kunaszowskiego z Waręża, ks. kanonika Czechowicza, proboszcza gr. kat. sokalskiego, i ks. Reinharda proboszcza rzym. kat. w Sokalu, otwierały bractwa z chorągwiami, za któremi postępował liczny poczet duchowieństwa świeckiego i zakonnego obu obrządków, mianowicie OO. Bernardynów i OO. Bazylianów, dalej długi szereg włościan z wieńcami.
Ciężką czarną metalową trumnę, którą z cerkwi wynieśli na ramionach b. oficyaliści ś.p. Polanowskiego, a z przed cerkwi do kaplicy ponieśli na barkach członkowie najbliższej rodziny, oraz przyjaciele i znajomi. Nieśli więc zwłoki pp. Szymanowscy, Strzelecki, br. Horoch, Bochdan (młodszy), hr. Łoś (młodszy) i inni. Za trumną postępowała rodzina, pani Kielanowska, Szymanowska, p. Karczewski, Kruszewscy oraz sąsiedzi i znajomi: hr. Tadeuszowie Dzieduszyccy, hr. Zyberk-Plater (obecny właściciel Moszkowa), p. Kownaccy, br. Horoch, pp. Hulimkowie, starosta p. Władysław Korosteński, deputacye miast Krystynopola, Bełza, Waręża i Sokala, deputacye Rad gminnych wsi okolicznych, deputacye nauczycielstwa i nieprzejrzane rzesze ludności włościańskiej z dóbr Moszkowskich i z dalszych okolic powiatu sokalskiego.
Po ceremonii pobłogosławienia zwłok według obu obrządków stanął nad zwłokami ks. Tytus Kowalski, znany kaznodzieja, b. poseł sejmowy, i przemówił w języku ruskim w te mniej więcej słowa:
Mortuum salutant morituri! Śmiertelny pozdrawia idących na dalszą pielgrzymkę w świat zagrobowy. Tak, żegnamy dziś twoje ciało, które według odwiecznych praw bożych rozpoczęło ostatnią na ziemi przemianę, ale zarazem chcemy uczcić twą duszę, wierną służebniczkę Bożą, Kościoła katolickiego, Ojczyzny, pracownika dla kraju i ludu swego, duszę „męża prawdy”. Prawda! - a gdzież ta prawda? W rękach ona Bożych spoczywa, ale każdy z nas, od największego pana aż do siermięgą odzianego chłopa ma jedną tylko i równą dla wszystkich prawdę, a ma ona wartość o tyle, o ile dąży do poznania objawionej prawdy Bożej. Ja także mam swoją osobistą prawdę, i tę wiarę, że ona jak najbardziej stara się zbliżyć do poznania prawdy Władcy światów - i w tem rozumieniu rzeczy słów parę nad tym grobem przemówić tu pragnę.
Wielbić nie będę - opowiem tylko to co ś.p. Polanowski spełniał jako wierny sługa Boży, według przykazania Chrystusowego, jako wierny syn Kościoła katolickiego, jako prawy syn tej ziemi, którą ojcowie jego na czele husarskich chorągwi krwią swą zlewali, nadstawiając pierś przeciw dzikim hordom tatarskim. O tak! ród Polanowskich - których kości od lat 400 zmieszane z tą tu ziemią, zlaną krwią zarówno polską jak ruską - ród Polanowskich miał swoje ideały, swoje świętości, których strzegł wiernie, a wy wszyscy, bracia odziani po pańsku czy też w siermiędze ideały te znacie: wspólne braterskie pożycie, wspólna obrona interesów i wierna służba temu Władcy, który nad nami niepodzielnie panuje. To było zadanie dawnego Polanowskich rodu, to było zadaniem życia ostatniego potomka sławnych w pokoju dziś śpiących szermierzy. I on jak tamci dawni kochał swój kraj i tych wszystkich, którzy na wspólnej miedzy w tym kraju mieszkają. Znając ś.p. Stanisława Polanowskiego od lat 40 mogę to stwierdzić wobec wszystkich i wobec każdego z osobna, że według swej sercem odczutej idealnej prawdy, zmierzającej do Boga, starał się zawsze o dobro tych. którzy jemu jako właścicielowi ziemskiemu, jako panu dóbr i siół obszernych w opiekę oddani zostali; prowadził ich też tak, jak ongi kapłani prowadzili naród izraelski w niewolę egipską popadły. Nie traktował ich z góry, ale zawsze serdecznie, jak rodzony brat starszy traktuje młodszego brata, ucząc go i drogi sprawiedliwości mu wskazując; - i panowie i włościanie byli mu braćmi zarówno drogimi. Sprawiedliwy Przedwieczny należną mu za to wymierzy nagrodę - dziś tu ja, jako Rusin cześć mu oddaję!
I gdzież spoczywają kości przodków rodu Polanowskich? Przytuliły się tu, do cerkwi ruskiej, pod tę pochyloną wiekiem strzechę cerkiewną i zmieszały z kośćmi tych, którzy na tej ziemi pracowali, a z tego powodu - przekonany jestem - ani jeden głos niezadowolenia w tych siołach nie odezwał się i nie odezwie. Otóż, z pełnem przeświadczeniem, z głębi serca, ja Rusin, Lachowi zmarłemu cześć oddaję, i przekonany jestem najgłębiej, że kiedy przyjdzie sądzić sprawy narodowe, to uczynki ś.p. Polanowskiego nie zaświadczą niekorzystnie o nim w obec ludu ruskiego. On, jako Polak kochał swój kraj, ojczyznę swoją, - uszanujmyż tę bezmierną miłość. Jeżeli chcę, ażeby ktoś moją Ruś kochał jak ja kocham - to czołem biję przed tym, który swoją Polskę miłuje. Rusinem jestem z krwi i ducha, nigdy nie byłem lackim sługą, zawsze szedłem otwartemi drogami prawdy - i nie lękałem się ani wstydziłem możnych tego świata. Walczę za prawdę wspólnego pożycia, za te wspólne ideały, któremieli książęta na Ostrogu, które mieli Wiśniowieccy, które mieli ci, co ustanowili Sicz zaporożką dla obrony praw wspólnych Rusina i Polaka.
Spełniłeś Stanisławie swoje zadanie, spełniłeś wiernie według natchnionej, do Boga dążącej prawdy i poczucia obowiązku. Spocznij! Idź w grobowce ojców, aż do czasu, kiedy my przyjdziemy tam każdy z osobna i wszyscy razem, ażeby zdać sprawę z uczynków naszych na ziemi.
Niemałą to było Twoją zasługą, żeś pierwszy przytulił tych, których przemoc wygnała z rodzinnego kraju, którzy rzucili dobre probostwa, którzy zamieniając swoje dostatki na naszą biedę, chcieli uratować najświętsze przekonania i przybyli do Glicyi. Polanowski przyjął ich i przytulił do swej szlachetnej piersi, nakarmił i napoił, wygnańcom dał strzechę nad głowy a i to Bóg mu do jego zasług policzy.
Że istotnie spełnił obowiązki swe względem Kościoła - na to dowód: Oto telegram od naszego pasterza duchownego ks. biskupa przemyskiego adresowany do proboszcza w Szmitkowie: (czyta) „Udzielam odpustu ogólnego zmarłemu - Konstanty biskup”.
Zegnaj bracie Lachu! Zegna Cię Rusin słowami szczeremi, nie wyrozumowanemi, ale słowami z serca, bo Cię żegna Rusin, który uczucie, serce i ideały stawia wyżej niż rozum, realizm i oportunizm. Wieczny odpoczynek Tobie, bracie Stanisławie!
Po tej mowie, która niepospolicie głębokie wywarła wrażenie, żegnał zwłoki ś.p. Polanowskiego ks. proboszcz Rainhard w rzewnej mowie, drżącym od wzruszenia wypowiedzianej głosem, następnie zaś przemówił imieniem najbliższych przyjaciół p. Leszek Wiśniowski, którego zmarły był opiekunem:
„Ostatnie słowo pożegnania od tych, którym ś.p. Stanisław był najwierniejszym przyjacielem, najlepszym opiekunem, mądrym doradcą! Od lat najmłodszych wierny ideałom narodowym, przez całe życie pozostał wiernym Bogu, ojczyźnie, rodzinie, rodakom i bliźnim. Senatorskiego, Rzeczypospolitej dobrze zasłużonego rodu potomek, przez życie całe niósł nieskalany klejnot rodowy i pracą żywota starej herbowej Pobogów tarczy dorzucił blasku. Rycerski typ polskiego szlachcica ziemianina, gorący, wierny syn naszego św. Kościoła, wzorowy syn, najczulszy małżonek, brat serdeczny, kochający krewny i przyjaciel, z podniesionem czołem szedł przez życie, nie znając kompromisu w zasadach. nie hołdując nigdy wygodnemu oportunizmowi, dając zawsze świadectwo prawdzie, nie zważając na to, czy zwolenników sobie przysporzy. Niezłomny i wytrwały obrońca krajowego samorządu, wątpiącym i przeciwnikom dał świetny przykład, co może zdziałać w gminach, w powiecie, energia prezesa i praca Rady powiatowej, mądrą kierowane dłonią. Powiat sokalski zasłynął jako wzór dobrze rządzonego powiatu, a odnowione i nowe kościoły i cerkwie, szkoły i ochrony, drogi, kasy zaliczkowe, straży pożarne i szpital powiatowy, oto plon, oto owoc jego myśli pracy, czynów i hojności. Odziedziczywszy czterowiekową Moszkowską ojcowiznę po przodkach, osiadł na niej i pracą mądrą i wytrwałą, gospodarką wzorową podniósł i urządził tak Moszkowskie państwo, że stało się w kraju synonimem wzorowego gospodarstwa i szkoły dla młodych rolników. Staropolska gościnność moszkowskiego dworu, stworzyła z niego towarzyskie ognisko powiatu i dalszej okolicy. Krewni i obcy, chełmscy wygnańcy i polityczni wychodźcy, włościanie i sąsiedzi, - wszyscy spieszyli do niego o radę, wszystkich światłem swego rozumu i ciepłem swego serca ogarniał i podnosił.
W domu, w rodzinie, w Radzie powiatowej i w Sejmie, w Radzie państwa i Izbie panów od lat 30 był niezmiennie wyznawcą odważnym tych samych zasad, tych samych ideałów. Kiedy bezdzietny, sterany pracą życia, okoliczności niezależnych zbiegiem zdecydował się oddać swą ojcowiznę moszkowską w inne ręce, nie korzyści materyalnej szukał na pierwszem miejscu, ale jedyną troską jego było, aby te ręce przędły dalej nić tych samych katolickich i polskich tradycyj. I Bóg mu dał tę wielką pociechę, że zwłoki jego spoczną obok zwłok przodków pod tą piękną kaplicą na ziemi moszkowskiej, przeszłej w ręce zacnego rodu, w którym obowiązek względem Boga i ojczyzny stoi na pierwszem miejscu.
Z kolei p. Jan Paygert żegnał zmarłego w imieniu powiatu kamioneckiego, w którem ś.p. Polanowski w ostatnich latach zamieszkał, i gdzie - jak rzekł mówca - aureolą zasług otoczony, choć mu już siły stargała praca publiczna - nie spoczął, nie zbierał hołdów za przeszłość, ale przygarniając młodszych braci rolników do swego gorącego serca, miał zawsze dla każdego w każdym kierunku pracy, doświadczoną radę i skuteczną pomoc.
Ostatnie słowo nad grobem wypowiedział imieniem b. oficyalistów p. Polanowskiego p. Hordyński podnosząc, że zmarły był dla nich prawdziwym opiekunem, ojcem niemal i najszczodrzejszym dobrodziejem. Zarazem jako prezes Towarzystwa gorzelników polskich, dodał mowca wyrazy niewygasłej pamięci dla zmarłego jako gorącego protektora Towarzystwa.
Po odśpiewaniu „Salve Regina” i „Wicznaja pamiat”, złożono trumnę w podziemiach kaplicy, gdzie zwłoki dobrze zasłużonego spoczęły obok dobrze zasłużonych.



Gazeta Lwowska - 1886, nr 271

- Ślub. W Moszkowie, odwiecznej siedzibie rodu Polanowskich, odbył się w ubiegły wtorek ślub panny Zofii Domańskiej, siostrzenicy pp. Stan. Polanowskich, córki Edwarda i śp. Teodozyi z Karczewskich, z panem Stanisławem Krechowieckim, urzędnikiem Banku krajowego, synem ś.p. Jana podkomorzyca humańskiego i Seweryny z Przygodzkich. W dzień ten gościnne podwoje dworu moszkowskiego otwarły się szeroko na przyjęcie licznej rodziny, a w tym radośnym obchodzie brali serdeczny udział wszyscy domownicy i włościanie Moszkowa, którzy z wójtem na czele przybyli złożyć państwu młodym dary, życzenia i błogosławieństwa. Ślub odbył się wieczorem w cerkwi miejscowej, ślicznie illuminowanej i przystrojonej. Proboszcz sokalski, ks. kanonik Rajnhart, po serdecznej przemowie, dopełnił ceremoniii ślubu, w asystencyi ks. dziekana bełskiego Przeslakiewicza i miejscowego proboszcza obrz. gr. kat. ks. Mosiewicza Piękna rezydencya właścicieli Moszkowa zajaśniała w tejże chwili tysiącem świateł, cały front pałacu pięknie był illuminowany, a wśród klombów ogrodu i dziedzińca, paliły się ognie bengalskie. W czasie uczty weselnej, po toaście na cześć państwa młodych, wznoszono liczne inne toasty na cześć obecnych krewnych. a mianowicie p. Edwarda Domańskiego, ojca panny młodej, p. Napoleona Sarneckiego, pp. Stanisławów Polanowskich, p. Matyldy hr. Komorowskiej, pp. Henryków Karczewskich, państwa Kruszewskich, pp. Adamów Krechowieckich, drużek i drużbów, dalej na cześć duchowieństwa obu obrządków, przyjaciół i sąsiadów najbliższych Moszkowa p. Aleksandra i p. Feliksa Obertyńskich, a ten liczny szereg toastów zakończono tradycyjnem: „Kochajmy się!” I jeśli gdzie, to na tej uczcie, w tej starożytnej siedzibie rycerskiego rodu, toast ten był rzeczywistym wyrazem uczuć, łączących wszystkich obecnych. Pełen poważnego nastroju a zarazem serdecznego ciepła obchód ten weselny pozostanie na długo w pamięci uczestników, jako dowód, że nie zaginęła jeszcze wśród nas tradycyjna gościnność i nie rozprzęgły się wcale te węzły, które tak silnie spajały rycerskie niegdyś społeczeństwo nasze w jedną niespożytą całość.


Pozdrawiam
Hubert
Pozdrawiam
Hubert

Awatar użytkownika

Krzysztof Rondo
Posty: 1052
Rejestracja: sob kwie 12, 2008 5:20 pm
Lokalizacja: Gdynia
Podziękował/a: 2 razy
Podziękowano: 164 razy

Re: Galicyjskie "obrazki"

Post autor: Krzysztof Rondo » sob paź 19, 2013 11:46 am

Hubercie; przyznaję, że dotychczas nie natrafiłem na ten egzemplarz Gazety Lwowskiej z opisem dnia ślubu Zofii, a jest rzeczywiście ciekawy.
Przypomnij mi na PW lub e-mail swą linię genealogiczną łączącą Cię z Domańskimi, a postaram się zrewanżować czymś ciekawym.

Krzysztof


AUTOR TEMATU
hniew
Posty: 22
Rejestracja: ndz cze 23, 2013 10:45 pm
Podziękował/a: 6 razy
Podziękowano: 9 razy

Re: Galicyjskie "obrazki"

Post autor: hniew » sob paź 19, 2013 5:31 pm

Już mniej ciekawy prasówki ciąg dalszy:
mikro przykład z działalności Polanowskich z Moszkowa (a może już z Ubini)
i
szczypta danych osobowych - niecały miesiąc po ślubie wyżej opisanym, umiera ojciec Młodej. [Ilem ja się naszukał tego faktu]

.................................................................
Gazeta Lwowska - 1893, nr 36

GŁOSY PUBLICZNE.
Otrzymujemy następujące pismo:
Podziękowanie.
Pan Stanisław Polanowski, marszałek powiatowy i poseł na Sejm krajowy, i pani Zenobia z Kruszewskich Polanowska we wspólnym swym testamencie przeznaczyli dla Domu akademickiego w Krakowie kwotę 4000 zł., dalej bogata bibliotekę, składającą się z dzieł klasycznych, słowników i encyklopedyj, wreszcie1000 zł., których odsetki służyć maja, na powiększenie księgozbioru.
Obywatelski komitet opiekuńczy Domu akademickiego, przyjmując z wdzięcznością tak wspaniały dar, który po najdłuższem życiu szlachetnych ofiarodawców tak znakomicie przyczyni się do powiększenia funduszów na umieszczenie niezamożnych uczniów Uniwersytetu Jagiellońskiego i ułatwi im kształcenie się w obranych zawodach, w myśl jednogłośnej uchwały, powziętej na posiedzeniu pełnego komitetu w dniu 2go lutego b.r. składa niniejszem pp. Polanowskim jak najgorętsze i jak najszczersze podziękowanie.
Kraków, dnia 6 lutego b.r.
Prof. dr. Edward Korczyński.

.................................................................
Gazeta Narodowa - 1886, nr 298

Kronika miejscowa i zamiejscowa.
Lwów dnia 29. grudnia.

* Zmarli:
Edward Domański, powszechnym szacunkiem otaczany obywatel, zakończył życie w Moszkowie. Ś.p. Domański, rodem z Królestwa Polskiego, był ożeniony z Teodozją Karczewską, a po wielu ciężkich kolejach, utraciwszy małżonkę, osiadł w domu krewnych swoich pp. Polanowskich i tam też zmarł po długiej chorobie. Pogrzeb odbędzie się dziś w Moszkowie.


Pozdrawiam
Hubert
Pozdrawiam
Hubert


helenka13
Posty: 454
Rejestracja: śr kwie 30, 2008 9:39 pm
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował/a: 251 razy
Podziękowano: 123 razy

Re: Galicyjskie "obrazki"

Post autor: helenka13 » ndz paź 20, 2013 10:45 pm

Witajcie ,
może w Waszych zbiorach znajdziecie Salomeę Domańską urodzoną koło 1848 roku ,żonę Jgnacego Strussa , burmistrza Żółkiewki,w Małopolsce.Poszukuję ich ślubu.Serdecznie pozdrawiam Helenka z Wrocławia. :sun:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Folklor, obrzędy, zwyczaje”